SPONSORZY:

PATRONI

CI LUDZIE NAS

 WSPIERAJĄ!

2019.
12 stycznia 2019

Powrót do przeglądania artykułów 

Się dzieje! Wejście w nowy rok 2019 okazało się dla mnie dosyć szalone, wymagające… intensywne? A to dopiero początek! Styczeń to istne szaleństwo. Budowa łódki nabiera rozpędu coraz bardziej i bardziej, wszystkie sprawy dookoła projektowe, w tym rozmowy ze sponsorami…..  Ale o tym wkrótce! Przygotowania poza-szkutnicze, a do tego cały czas praca, nie tylko żeglarska, i widmo sesji nad głową i jeszcze zaliczenia ostatnie… A tu jakiś kolejny telefon do wykonania, i bum, kilka godzin pod rząd na nartach (bawię się w bycie instruktorem)… Ucieka się do hangaru, ucieka Zwyczajnie daje to chwilkę oddechu, spokoju wyciszenia. 

Już za chwileczkę, już za momencik, cała łodka będzie zamknięta! A tymczasem przykrywam maleństwo plandekami z każdej strony tworząc istną komorę ciepła. Wstawiając nagrzewnicę lub nawet farelkę do środka wyciągam szalone temperatury, nawet jak na zewnątrz jest na minusie. Żeby dziecku ciepło było. Przytulnie się zrobiło, nie powiem, że nie. Gdyby jeszcze się te zacieki szybciej ściągało! Wnętrze wymaga wielu, wielu godzin pracy, ale jestem je w stanie poświęcić dla efektu. Podczas każdego pobytu w hangarze spędzam trochę czasu w środku, zdrapując, szlifując i upiękniając. Od razu można dokładnie zobaczyć czy wszystko od środka dobrze się skleiło, czy gdzieś nie ma ubytków, co mi się zdarzyło, naprawić wszystko żeby było idealnie. Albo po prostu ładnie. W końcu mam spędzić trochę czasu na tej łódce. 

Jeżeli chodzi o stan rzeczy w temacie poszycia, z obłem nie było wcale tak źle, został mi jeszcze najgorszy kawałek, od około 15-20 cm od wręgu E(pierwszy wręg patrząc od dziobu) do dziobu właśnie. To dokładnie to miejsce gdzie wzdłużniki wyginaliśmy w trójkę. Ale sklejka piątka jest tak mięciutka i gnie się pięknie, że dramatu nie powinno być, zobaczymy już niedługo. Wszyscy zdecydowaliśmy się, bogatsi o doświadczenie poprzedników, na dwie warstwy sklejki 5mm. Pozostały fragment obła składa się z dwóch sklejek. Łączenie między arkuszami wycinałam ręcznie, wyrzynarką. Przyznam szczerze, że wszystkie łączenia do tej pory które wycinałam ręcznie (nie mamy za wiele innych możliwośći) wyszły perfekcyjnie! Wymaga to trochę cierpliwości i dokładności, ale elekt jest bardziej niż zadowalający. W łączeniu na burcie, zostawiony jest większy zapas, sklejka nie dotyka bezpośrednio sklejki, tylko minimalnie odchodzą od siebie, pomiędzy nimi jest warstwa żywicy około milimetra, a same krawędzie są wycięte pod kątem 45 stopni, więc jakby ....zachodzą na siebie, ale się nie dotykają.

Obło niestety kształt ma dosyć wymagający. „Tylni” pas daje radę zrobić na szerokość z jednej sklejki na dwie burty. Zostaje zapasu około centymetra na każdą burtę. Wręcz idealnie. Na długość wycięłam 170cm, a pozostały po wycinaniu pasek (cały arkusz ma 2,5m) przeznaczyłam na brakujące pare centymetrów burty, od dziobu. Przy kolejnym fragmencie obła wychodzi niestety po sklejce na burtę, kształ jest na tyle zaokrąglony, że nie da się zmieścić tego na jednym arkuszu. Arkusz sklejki 2,5m x 1,25 trzeba najpierw wnieść pod namioty, następnie wrzucić na łódkę, złapać wkrętami i ściskami, tam aby jak najefektowniej wykorzystać jego powierzchnię. Następnie wycinam łączenie, tak, aby pasowało do poprzedniego. Trochę geometrii, trochę precyzji, ok, sklejki stykają się na całej długości. Sklejka przyczepiona w miejscu docelowym, to możemy obrysować markerem gdzie ma się kończyć, podnosimy arkusz po raz kolejny, manewrujemy  nim w ciasnym hangarze, wrzucamy na dno łódki która stoi obok (sorry Adam, sam pozwoliłeś J) liniami z markera do góry, tniemy i w sumie to mamy prawie wszystko gotowe. Sklejka wraca na swoje miejsce docelowe, klasycznie ze środka łódki, wkręcamy w nią czarne wkręty przez wzłużniki na wylot, aby było wiadomo gdzie mają się one znaleźć, przygotowujemy wszystkie miejsca pod wkręty, tam gdzie ma się znaleźć nierdzewka, wkręcamy najpierw czarny zwykły. Rysujemy linie kontrolne dzięki którym można będzie później  zainstalować sklejkę w dokładnie tym samym miejscu, smarujemy żywicą wręgi i wzdłużniki no i siup. Przykładamy, wkręcamy wkręty i gotowe.

Proste? Dosyć. Obło na tym etapie jest już…obłe(?) więc troszkę trzeba się pogimnastykować. 

W niedzielę Heroinka dostała pierwszy fragment dna. Połowa łódki zamknięta. Wreszcie do przyklejenia jakiś arkusz gdzie grawitacja pomaga! 

Mimo to jak weszłam do środka z zamiarem ściągnięcia żywicy która wyciekła, oberwałam kilka razy strzałem z żywicy prosto we włosy. Trudno. Będzie dłutowane

Reasumując ostatnie dni pracy, na zmianę są dni klejenia+czyszczenia środka i szlifowania+czyszczenia środka. Najbliższy tydzień poświęce pewnie tylko na czyszczenie. Czasu troszkę brakuje, więc akurat mam zajęcie bardzo regenerujące, odprężające, odstresowujące...

Szykuje się też pare spotkań z nami. Zaczynając od prezentacji "na miejscu", u nas na Wale, przez pare prelekcji na różnych uczelniach... Nie próżnujemy! 

O wszystkim będziemy informować na bieżąco, serdecznie zapraszamy!

Stay tuned ;)

 

Tu  nas znajdziecie:

W kilku słowach o tym co robimy:

Planujemy zbudować 3 jachty, po jednym na każde z nas, i wystartować w regatach samotników "Setką prze Atlantyk" które odbędą się w 2020 roku.