SPONSORZY:

PATRONI

CI LUDZIE NAS

 WSPIERAJĄ!

Aż się kurzy (dosłownie)
07 marca 2019

Powrót do przeglądania artykułów 

Długa przerwa w pisaniu, ale też i, niestety, długa przerwa w budowaniu…Za to jak się w końcu nadarzyła okazja ruszyłam z robotą tak, że się aż kurzyło i kurzy nadal. Tempo ostatnich prac i progres nawet mnie samą zaskakuje. Nie żebym narzekała ;D

Czas już za chwilę już za momencik na wielki, historyczny moment! Łódka w tą sobotę ląduje w poprawnej dla siebie pozycji do dołu brzuszkiem. I wreszcie ukaże się we prawidłowej formie. Nie żeby teraz było jakoś nie tak, bo obecny wygląd jest zdecydowanie WOW, no ale….

Ale zacznijmy od początku.

Podczas gdy Rafał zawzięcie budował, ja z Adamem walczyłam o życie. Sesja depresja, smutny okres w życiu każdego studenta, u mnie jeszcze doszła do tego w międzyczasie angina i jak zwykle milion spraw, w tym środek sezonu zarobkowego jeżeli chodzi o narty i nagle się okazało, że przez dobre kilka tygodni nawet moja stopa nie stanęła na deskach mikro szkutni teamu 3x100. Zaraz po zakończeniu egzaminów, trzeba było trochę pozwiedzać świat bo dawno mnie nigdzie nie wywiało. Jakieś 5,5 tysiąca kilometrów samolotem, „drugie tyle” innymi środkami transportu i piechotą, przez cztery kraje i to wszystko tylko przez pięć dni. Jak tylko wróciłam do Warszawy, półtorej godziny od przyjazdu byłam już na Wale. Co prawda, aby trochę poopowiadać z Adamem o projekcie, ale wreszcie wróciłam!

No i wtedy się zaczęło ;)

Tęsknota za dzieckiem urosła do tego stopnia, że szczerze, jakbym tylko teraz mogła zamknęłabym się na stałe i nie wychodziła z hangaru wcale. Coś w tym jest że ledwo wyjdę i już zaczynam tęsknić. Szczerze i otwarcie mogę powiedzieć, że nie spodziewałam się takiego psychicznego przywiązania do czegoś co już nie jest dla mnie paroma kawałkami sklejki, tylko żywym tworem. Czy to tylko ja czy każdy tak ma ze swoją pierwszą łódką, a może będzie tak z każdą kolejną też ? (będą kolejne, i to nawet szybko)

Co się obecnie dzieje? Szaleńcze tempo życia to w sumie moja specjalność. I wreszcie mogę ten szalony harmonogram zapełniać rzeczami, które są tylko i wyłącznie przyjemne. Koniec zimy, można zacząć żyć. Sezon blisko, ciepełko wróciło, snu zimowego nie miałam (było tylko spanko) ale i tak czuje się jakbym odżyła.

A jeżeli chodzi o harmonogram budowy Małej…. Wszystko pięknie składa się w dobrym kierunku. A kurs obrany na wodę jeszcze w te wakacje! I szczerze nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak też się stało.

Kadłub stoi zamknięty, obie warstwy dna na miejscu, zaokrąglone krawędzie, zaszpachlowane dziury po wszystkich wkrętach (ostatecznie pozbyłam się całego metalu z łódki) Łódka jak znalazł. Pełnowymiarowa, Nawet nie tak mała jak się na nią patrzy spod ciasnej przestrzeni ogarniczonej plandekami.

Co do samego naszego hangaru to nawet nawet ładnie tam nam się zrobiło przez te pare miesięcy urzędowania. Względnie ;) Pyłu tyle że ulepiłoby się drugą i trzecią łódkę z tego. Szlifowania i stugania ostatnio jest dosyć sporo u naszej trójki. Jak tylko łódki zrobią flip to trzeba się wszystkiego pozbyć trwale. Nawet codziennie zaczynając dzień pracy od gruntownego zamiatania, w godzinę wraca się do etapu wyjściowego. Poprawiliśmy trochę nasze namioty, skończyło się wrażenie baraku z horroru. Jest widno, ciepło, przestrzeni jest sporo, stół na to, stół na to. Wszędzie się w końcu zadomowiamy. Na Bielanach w garażu był naprawdę wyjątkowy klimat, w Jadwisinie wszystko na swoim miejscu i przytulnie i ta bliskość wody plus pogoda w okresie letnim.... I tak też Wał stał się domem, mimo, że tutaj to wymagało najwięcej pracy to nie odstaje od pozostałych miejsc budowy.

Wracając do samej łódki. Za mną już chociażby poszycie słynnego giętego dziobu. Nie było tak źle i wyszło naprawdę schludnie. Krzywizna jak najbardziej poprawna, wszystko gładko, równo. Sekret tkwi w… cierpliwości? U mnie było to po sześć pasków sklejki 5mm na dwie warstwy na burtę. Powolutku, spokojnie, dociąć dopasować, dogiąć, przykleić po kolei, jedna warstwa, druga warstwa i jazda. Otrzymujemy śliczny dziób. Trudniejszy był wcześniejszy pas obła, przynajmniej według mnie. Gdzie do wygięcia była cała, 2,5-metrowa sklejka. Po pierwsze jak to wymierzyć, jak to wyciąć, a potem dogiąć. Na pewno nie dwoma rękami (dzięki Aga za pomoc! Elf n º3 )

Wyczyszczone wnętrze? Moja zmora zakończona tak w 90% Reszta po odwróceniu.

W minionym tygodniu udało mi się skompletować wszystkie elementy potrzebne na łoże pod łódkę. Któregoś wieczoru usiadłam, narysowałam projekt, zorientowałam się czego potrzebuje, praktycznie wszystko znalazłam w domu rodzinnym, pozostałości po remoncie (łaty różnych rozmiarów), stare materace (Hero będzie leżeć na mięciutkim <3 ) karimaty, kątowniki. W trakcie budowania, pomysł przeszedł drobne modyfikacje, ale całość wyszła nawet zgrabnie. Na pewno będzie stabilnie z pięcioma poprzecznymi punktami podparcia i bezpiecznie dla gołego drewna (laminowanie pozostawiam na maj – będzie ciepło).

W ostatnim czasie też odbyły się targi Wiatr i Woda w Warszawie, gdzie naprawdę udało nam się zdobyć wiele nowych kontaktów i informacji.

Dużo się dzieje, na pewno budowa wróciła z rozmachem i w dobrym tempie.

Trzeba jak najszybciej zrobić pokład, żeby znowu można się było schować w przytulnej łupince. Chociaż bez wczołgiwania się po podłodze to już nie będzie to samo... :(

Tu  nas znajdziecie:

W kilku słowach o tym co robimy:

Planujemy zbudować 3 jachty, po jednym na każde z nas, i wystartować w regatach samotników "Setką prze Atlantyk" które odbędą się w 2020 roku.