SPONSORZY:

PATRONI

CI LUDZIE NAS

 WSPIERAJĄ!

Elfy istnieją! 
17 grudnia 2018

Powrót do przeglądania artykułów 

Mówisz masz J Obiecałam w końcu sobie coś i światu, relacja z mojej budowy BĘDZIE powstawać. Tydzień mija i oto nowy post powstaje. Przejdźmy więc do rzeczy. Dzisiaj do hangaru na Wale zawitały… elfy. Pomocnicy. I to najlepsze w swoim rodzaju!

Grudniowy weekend minął mi pod hasłem przeprowadzki. Zmieniałam miejsce zamieszkania co wymagało dużo poświęcenia czasu, energii, sił… Dwa intensywne dni, kilka(naście, dziesiąt) kursów z rzeczami, cięższymi, lżejszymi, bardziej poręcznymi lub mniej na 5 piętro bez windy do lekkich nie należy, więc zmęczona byłam tak troszkę bardzo. Pewnie gdybym nie umówiła się wcześniej  z jedynym w swoimi rodzaju pomocnikami, możliwe że nie pojechałabym w niedzielę na Wał. A tak to nie dość, że się zebrałam do pracy, to jeszcze przebiegała ona w przyjemnej atmosferze, ze wspaniałymi ludźmi, szybciutko, dosłownie banalnie prosto, mogłam się polenić kiedy tylko chciałam, a robota robiła się sama. Heroinka ma burty! Monia i Filip, jesteście najlepsi.

Moje dziecko zrobiło się troszkę grubaskiem. Boczki jej urosły. Niech tylko ani myśli o tym, żeby chudnąć. Niech rośnie!  Prawie wszystko co najgorsze już za mną. Teraz chociaż odrobinkę grawitacja zacznie pomagać. W następnej kolejności na warsztat idzie obło. Zanim cokolwiek zacznę robić muszę jeszcze minimalnie  podnieść poziom w okolicach wręgi B, o czym już wspominałam, ale to raczej za dużo roboty nie będzie. Kawałki sklejki, kawałki starego wzdłużnika, na wymiar przyciąć, przykleić i szlifować i szlifować i szlifować….i gotowe J  Nic się nie zmarnuje! Z żywicą od kiedy jest TFF i trzeba liczyć.. W sumie dużo rozsądniej się nią gospodaruje. Ciężko trafić w ilość której będziesz potrzebować, ale jakoś teraz wychodzi to lepiej niż z PAC-em. Chociaż musze się szczerze przyznać, że zawalanie każdej możliwej dziury jak największą ilością żywicy to chyba moja nowa pasja. Już przy wzdłużnikach nie ważne jaka ilość jej została, znalazło się dla niej miejsce. Będę się jeszcze za to przeklinać wykańczając wnętrze, kiedy przyjdzie pora pozbycia się nadmiarów. W połowie miejsc klejenia kawałków drewna ze sobą powstały poprzez wielokrotnie dopełnianie przeze mnie żywicowe „kupy”. Żeby na pewno, na pewno wszędzie w miejscu klejenia była spoina. Tak, wiem, że takie dopełnianie w 90% przypadków nic nie daje, ale csiiii.

Wracając do burt. W sześć rąk to można robić! Przedni, dziobowy płat burty prosty do przymierzenia nie jest. Ten etap wykonywałam sama i troszeczkę to zajęło. W tym miejscu sklejka się delikatnie wygina, trzeba ją dokładnie, w przemyślanej kolejności przycisnąć do wzdłużników. Nie obyło się bez paru klopsów. Typu nieodpowiednie zukosowanie we wręgach D i E, gdzie też wzdłużniki wchodziły zbyt płytko. Ależ by cała robota wyglądała inaczej gdybyśmy mieli chociaż frezarkę… Łódki powstają budżetowo, a kreatywności w wymyślaniu sposobów pt. ”jak to zrobić” nie ma końca.


Cały sprzęt elektryczny jaki mamy to:

-wyrzynarka
-strug
-szlifierka taśmowa „czołg”
-pilnik elektryczny
-wkrętarka

i….już :D Wszystko oczywiście wspólne i obecnie zdublowana jest jedynie wkrętarka.

W sumie trochę to wszystko na tym polega. O to chodzi w setkach, że mają być one możliwe do wykonania przy podstawowych narzędziach pracy.

Kwiatki wychodzą, są one nieuniknione, ale nic mnie jeszcze nie zagięło. Przy budowie w ten sposób i takiego jachtu uczysz się cierpliwości. Przyda się na oceanie. Tym razem dzięki sześciu rękom jestem pewna że uniknęłam dużej ilości niedopasowań lub błędów które mogłyby być po prostu wynikiem … nieumiejętności bilokacji. Całe szczęście Elfy istnieją.

Na najbliższe dni plany są ambitne. W okolicach stycznia łódka powinna otrzymać swój pełny kształt. Jeszcze niecały miesiąc temu zastanawiałam się jak rozegrać zimę. Nagrzewnica, piecyk na naftę, farelki, plandeki, przykrywanie, chuchanie + TFF i wszystko działa. Chcę dokończyć poszycie. Potem mogę zając się drobniejszymi elementami. Razem z pierwszym stycznia zabieram się za pierwsze próby skręcania samosteru. Chce to zrobić naprawdę dobrze. Mam wrażenie że im więcej czytam tym mniej wiem. Dlatego zabieram się za to już teraz. Wychodząc z Małą na wodę będę pewna jego działania. Moje zmagania z innym rodzajem pracy już wkrótce, zapewniam, będzie wesoło J

Ah i wreszcie odebrałam dawno już zarezerwowany maszt i płetwę balastową. Szkoda Maćku, że nie udało ci się popłynąć w 2016.

Zdecydowałam, że profil oddam do Nieborowa. Wolę, żeby akurat tym jakże ważnym elementem jachtu zajęli się profesjonaliści.

Powoli, powoli też zbliżam się do decyzji w sprawie zabudowy wnętrze…

Powoli zgłębiam, kompletuje, szukam wszystkiego co tylko może być mi potrzebne na jachcie….

Rok, 10 miesięcy i 25 dni do startu.

Orientacyjnie 258 dni do planowanego pierwszego wodowania Hero.

A przygotowań jeszcze tyle….

 

Tu  nas znajdziecie:

W kilku słowach o tym co robimy:

Planujemy zbudować 3 jachty, po jednym na każde z nas, i wystartować w regatach samotników "Setką prze Atlantyk" które odbędą się w 2020 roku.