SPONSORZY:

PATRONI

CI LUDZIE NAS

 WSPIERAJĄ!

Gięcie i cięcie
05 listopada 2018

Powrót do

przeglądania artykułów

Myślałem kiedyś, że pisanie regularnie relacji to czysta przyjemność. No bo co w tym trudnego? Siadasz i piszesz.

Jednak zderzenie z rzeczywistością było dość bolesne i widać to w ilości moich wpisów :(

W końcu wziąłem się za siebie i planuje napisać 2 wpisy by pokazać wam, jak idzie budowa.

Zaczynajmy!

Od ostatniego wpisu sporo się zmieniło. Udało mi się w końcu zrobić dziobnicę i założyć wszystkie wzdłużniki (takie deski wzdłóż całej łódki). Zajęło to tak długo, bo podjąłem próbę nie olewania wykładów na studiach :P A poza tym zrobienie i założenie wszystkich elementów też nie należy do zadań najłatwiejszych.

Po pierwsze musiałem stworzyć wzdłużniki - każdy  z dwóch desek po 3 metry. Zrobiłem to ukosując końcówki desek na długości 26cm, a następnie sklejając je za pomocą żywicy epoksydowej.

Potem dałem im spokój na 48 godzin, aby wszystko pięknie wyschło i nie rozkleiło się w trakcie gięcia.

Gdy miałem już wszystkie wzdłużniki, a jest ich 10, zabrałem się do ich zakładania. Oczywiście okazuje się, że wszystkie wcięcia we wręgach które zrobiłem dotychczas nie pasują tak idealnie jak zakładałem. Więc przymierzam, poprawiam, szlifuję, znowu przymierzam, znowu poprawiam…i tak do momentu, aż wszystko się pięknie ułoży. Następnie przyklejam wzdłużniki za pomocą (a jakże inaczej) żywicy epoksydowej. Nie wszystkie elementy da się przykleić od razu. Na przykład,  wzdłużniki o szerokości 50mm trzeba zamocować na początek do wszystkich wręg oprócz wręgi E, a następnie, dopiero jak wyschną, dogiąć je na swoje miejsce.

Potem i tak przychodzi najgorszy moment, a mianowicie mocowanie ich do dziobnicy.

Otóż musicie wiedzieć że “skręcenie” deski o jakieś 50 stopni na długości 0,5m nie jest wcale proste.

Tak naprawdę wydaje się to nierealne!

Dlatego przed wyginaniem ogrzałem wzdłuźnik za pomocą aluminiowej rury kupionej w Juli (50 zł za 3m kiepskiego aluminium, coś tu jest nie halo) której jeden koniec założyłem na deskę, a drugi nałożyłem na czajnik. W czajniku “pstryczek” zakleiłem taśmą klejącą i ta dam! mamy urządzenie do ogrzewania drewna! Dzięki temu robota poszła mi znacznie szybciej i łatwiej (co wcale nie znaczy że szybko i łatwo).

No, ale teraz łódka ma pełny stelaż i przed przyklejeniem sklejek czeka mnie “jedynie” wyszlifowanie wszystkich elementów.

Ale następny wpis nie będzie o tym ;)

Do zobaczenia!

P.S. zostały nam dwa wzdłóźniki, nikt nie wie czemu :P

Tu  nas znajdziecie:

W kilku słowach o tym co robimy:

Planujemy zbudować 3 jachty, po jednym na każde z nas, i wystartować w regatach samotników "Setką prze Atlantyk" które odbędą się w 2020 roku.