SPONSORZY:

PATRONI

CI LUDZIE NAS

 WSPIERAJĄ!

Puzzle i wycinanki
01 października 2018

Powrót do przeglądania artykułów 

Budowanie łódki trochę przypomina dziecięce zabawy. Na początku były puzzle. Pasowanie jednego kawałka drewna do drugiego.

Ciekawym momentem było posiadanie całych dużych kawałków łódki (wręgi, wzdłużniki...) w puzzlach.

Gdzie jest twoja łódka? No tu, i trochę tu... i tam.

Prawdziwe wielkie puzzle 3D. I weź tu wszystko dopasuj do siebie w każdej płaszczyźnie równo...na "podłodze" w hangarze, gdzie różnica poziomów między początkiem łódki, a jej końcem wynosiła dobre 15 cm ;D

Do tego bardzo dużo wycinanek. Dużych i małych. Otwory i otworki. Te małe na wzdłużniki i te wielkie jak dziura w sklejce na zejściówkę.

Klejenie, rysowanie... Dziecięca wyobraźnia bardzo pomaga ;)

Ale do rzeczy. Wróciłam! Sezon nieubłaganie zbliża się do końca. Odpowiednia kwota pieniędzy z tego sezonu, na dalszą budowę i wydatki z małą Hero związane, odłożona ;P. Teraz już tylko do połowy listopada, krótkie wypady (na Bałtyk, a co!) a poza tym, studia i budowa, budowa i jeszcze raz budowa.

Ostatnie parę miesięcy było mocno szalone. Ale to może później ;) Chyba przyszedł czas od początku przeanalizować i spisać jak to w ogóle się zaczęło i co się przez ostatni rok działo.

No to do dzieła!

Ponad rok temu, lipiec 2017 (wiem, bo wujek fejsbuk mi przypomniał :P) powstaje strona "3x100 sailing". Na razie trzymamy wszystko w słodkiej tajemnicy. Strona jest żeby była, jakiś krok do przodu. Podjęta decyzja, to przede wszystkim. Robimy to. Cel: zbudować w trójkę, trzy jachty. Po jedynym dla każdego ;)

Dłuuuuugo zajęło nam podjęcie oficjalnych kroków. Poza stroną na fejsie, działo się niewiele. Potrzebne było sporo czasu na oswojenie się z całym pomysłem.

Listopad tego samego roku, w końcu zaczynamy działać "na serio". Adam dzwoni do Janusza Maderskiego, konstruktora i kupujemy plany. Jakby to było wczoraj pamiętam ten historyczny, jakby nie patrzeć, dla mnie samej moment, kiedy otrzymałam od niego moją "teczkę". Wtedy jeszcze żółty segregator. Teraz jego kolor przypomina... bliżej nieokreśloną mieszankę żywicy wiórków i odcisków moich własnych stóp :P Pamiętam, że od razu rozłożyliśmy kilka arkuszy na stole w piwnicy Tawerny Korsarz w Warszawie, gdzie odbywała się wigilia żeglarskiej firmy dla której wszyscy troje pływamy. Dopiero wtedy w sumie chyba do nas dotarło, że naprawdę to się dzieje. No i namacalnie zobaczyliśmy co nas czeka :)

Czytanie, nauka, zdobywanie wiedzy, informacji, analizowanie planów, przeżycie całej budowy, każdego etapu w głowie... To wszystko musiało się wydarzyć zanim naprawdę wzięliśmy się do roboty. Przed majówką odebraliśmy pierwsze zamówienie ze stolarni Bratex na sklejki i listewki. No i ruszyła machina ;D Świat się dowiedział o trójce szaleńców co to im się zamarzyło zbudować łódki ze sklejki i przepłynąć na nich solo Atlantyk. I to jeszcze w tym wieku :P

Jak sama budowa przebiegała do tej pory z mojej strony?

 

Początki były...nie najprostsze. Teraz milion rzeczy zorganizowałabym, zrobiłabym lepiej. Trochę pluje sobie w brodę za początkową nonszalancję, która kosztowała mnie pare dodatkowych dni pracy. Ale człowiek uczy się na swoich błędach, a w moim przypadku dały mi one ogromnego kopa i to w sumie dzięki nim wypracowałam pewne techniki, które owocują w szybkim i precyzyjnym działaniu przy budowie jak na razie.

Od majówki do sesji nie tak daleko, po drodze jeszcze fala kolokwiów, zaraz po sesji od razu do pracy (żeglarskiej, spokojnie, inaczej nie pracuje)... Czasu nie było za wiele. W naszej pierwotnej lokalizacji, w malutkim garażu na warszawskich Bielanach, ostatecznie spędzałam... zaledwie parę wieczorów. Może minimalnie ponad palce jednej ręki. ( Pewnie zrobiłabym więcej gdybym kilka razy nie pocałowała klamki <3 ) Na Bielanach powstały wręgi P, A i już w lipcu, kiedy byliśmy w trakcie przeprowadzki do Jadwisina i pracowałam nad Zegrzem, wręga D. Pierwsze dwie dostały też i plecki. Szkoda, że nikt mnie wtedy nie powstrzymał przed ich naklejaniem, później zrobiłabym to lepiej :P

Jednego wieczora powstał też szkielet wręgi B. Co się z nią dalej stało, to za chwilę ;)

Wakacje to dla mnie środek sezonu. Wtedy odbywa się najwięcej rejsów, wtedy są obozy, półkolonie. Te kilka miesięcy pracuje bez przerwy, gęsto zapełniając dni i tygodnie kolejnymi akwenami i kolejnymi jachtami. Czasu na budowę było mało, albo raczej wcale. Jeden dzień który zaoszczędziłam wracając samolotem z Chorwacji, a nie busem, parę dni, kiedy zamiast pływać, musiałem wrócić na uczelnie... Ale właśnie w te dni wykorzystywałam każdą możliwą chwilę na pracę, po 10-12h dziennie. Rytm z wakacji pociągnął za sobą rytm w którym obecnie żyje. I dobrze ma tym wychodzę, jak na razie ;)

W związku z tym wszystkim, można powiedzieć, że... wręgi robiłam trzy miesiące ;) Myślałam że nie będzie ich końca. Dodatkowo smutne było widzieć na jak bardzo zaawansowanym etapie są chłopaki, a zaczynaliśmy przecież razem. Zaskakująco jednak cała ta sytuacja ani trochę nie była dla mnie deprymująca, a wręcz przeciwnie, działała motywująco. W sumie w trakcie całej budowy zauważyłam wiele ciekawych, często wręcz można nazwać pięknych procesów psychologicznych. Dobry temat na kolejny post, spodziewajcie się niedługo ;)

W Jadwisinie powstały pozostałe wręgi. Jak się wzięłam to nawet udało się w jeden dzień zrobić całą C i E. I to lepiej i sprawniej niż wcześniejsze. ;) Nagle wszystko zaczęło iść jak po maśle. Wprawa? Może. Nie wiem. Raczej magia ;P

No dobra, ale czasu nie przeskoczę i pewnych czynności do wykonania też. W tym poza samym czekaniem aż żywice chwyci, czy mozolnym szlifowaniem, naprawa własnych błędów. Najsmutniejsze było, jak się doliczyłam że calutka wręga B jest...krzywa, niewymiarowa. W końcowym etapie jej robienia. Miała już wszystko czego trzeba. Stoi teraz biedna, smutna, samotna z wielkim napisem ‘na straty'. Nie przejęłam się całą sytuacją ani długo, ani nawet bardzo. Cała budowa uczy cholernie dużo cierpliwości, spokoju. Jedyne czego było mi szkoda to, że był to jedyny moment całej budowy do tej pory, kiedy miałam pomocnika (dziękuję Monia!) A owoc kilku godzin wspólnej pracy i potem naprawdę wielu już samotnie, niestety ale poszedł na marne. Jak ktoś by chciał na własność kawałek szkaradnej wregi to zapraszam ;P No, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Krzywa B dostała najbardziej godne zastępstwo w postaci najbardziej perfekcyjnej idealnej wręgi jaka tylko mogła powstać

Dobra. Wręgi są. Otworki do wzdłużników w ilości 60 sztuk (na razie wystarczy) są, te w pawęży też ;) Pamiętajcie przyszli budujący, najpierw otworki a potem przyklejamy sklejkę!!!

Nastał magiczny moment złączenia puzzli w całość. Stanęła. Już ją widać. Powstała. Przepiękna. Maleńka. Niepozorna. A dla mnie wielka.

Wzdłużniki powoli się doginają, niektóre już przyklejone. Dziobnica też jest i na dniach będzie można obserwować malutką Hero w pełnej okazałości. Najbardziej satysfakcjonujący moment budowy ;)

A tymczasem przerwa , jadę wykorzystać ostatnie podrygi słońca na ulubionych wodach kapryśnego Bałtyku. ;)

Tu  nas znajdziecie:

W kilku słowach o tym co robimy:

Planujemy zbudować 3 jachty, po jednym na każde z nas, i wystartować w regatach samotników "Setką prze Atlantyk" które odbędą się w 2020 roku.